Poszukiwanie nieruchomości w Krakowie

 

Już pewien czas temu, po zdaniu matury, z dyplomem w kieszeni i masą dobrych chęci, przyjechałem do Krakowa, aby w owym historycznym mieście wstąpić na nową drogę życia… Oczywiście mam na myśli studia! Pełen optymizmu poszedłem na egzamin do Akademii Ekonomicznej (wtedy jeszcze była to Akademia). Wracałem z niego w nieco mniej radosnym humorze – zgnębiony przez egzaminatorów oraz wysoce inteligentnych konkurentów. Ale nic to, jak mawiał Wołodyjowski, zakwaterowałem się na kilka dni u kolegi, żeby poczekać na ogłoszenie wyników.

W ów pamiętny dzień szedłem zgnębiony ku murom Akademii, zastanawiając się, dlaczego właściwie byłem tak niepoprawnym optymistą, że nie zdawałem egzaminu na żadną inną uczelnię. Stanąłem przed listą… i wrzasnąłem z radości! Udało się! Jestem studentem! Wynająłem miejsce w akademiku i zaczęło się studenckie życie! Szalone imprezy, dyskoteki, a potem nocne zakuwanie dwa dni przed sesją, wakacje i niezapomniane wyjazdy z nowymi przyjaciółmi, a potem znowu uczelnia… Ani się obejrzałem, jak minęło pięć lat, a ja, pocąc się z gorąca i zdenerwowania, stałem przed kolejną komisją – tym razem broniąc mojej pracy magisterskiej.

Po obronie podjąłem pracę w Krakowie, gdyż po tylu latach tutaj spędzonych nie zamierzałem wracać do mojego miasta. A skoro skończyłem studia, trzeba było opuścić akademik. Dlatego nerwowo zacząłem się oglądać na ulicy za szyldami z napisem „biuro nieruchomości kraków”. Wypadało szybko wynająć jakieś mieszkanko, szczególnie że chciałem zamieszkać z moją narzeczoną. Pewnego dnia natrafiliśmy na taki szyld jakiego szukaliśmy – „nieruchomości kraków”. Weszliśmy do biura, gdzie zaraz zajęła się nami bardzo miła pani i poleciła przytulne mieszkanko, w sam raz dla młodej pary. Nie myśleliśmy, że tak szybko się zdecydujemy, ale co tam, raz kozie śmierć!

Teraz jesteśmy już po ślubie i nadal mieszkamy w tym lokalu – już we trójkę!